" href="http://katherinespiegel.blox.pl/rss2/23.html?205175"/>
www.flickr.com
This is a Flickr badge showing public photos from katherinespiegel. Make your own badge here.
Statystyki od 15.01.2007
poniedziałek, 24 marca 2008
Tych sześć mało ważnych faktów o sobie
Wallace- jak obiecałam, tak podejmuję wyzwanie i podzielę się sześcioma mało ważnymi tudzież śmiesznymi faktami o sobie samej :) Tak więc...

1. Podobnie jak Froasia- mówię do siebie, kiedy jestem sama. I- jak się nieraz żartuje- nie dlatego, że chciałabym porozmawiać z kimś inteligentnym :) (nie mam aż tak wysokiego mniemania o sobie), a dlatego, iż jest to świetny sposób na przygotowanie się chociażby do rozmów, które mają w moim życiu nastąpić. Układam dialogi wszelakie, nie tylko w sytuacjach, kiedy mam mieć interview bądź wygłosić prezentację, ale także w sytuacjach życiowych. Gadam do siebie, śpiewam do siebie- nie tylko w łazience i nie tylko po polsku, a we wszystkich znanych mi namiastkach języków. Najczęściej (pomijając polski) mówię do siebie po angielsku, coś tam czasem dorzucę w okruchach niemieckiego, jakie mi jeszcze w głowie zostały, gdzie tylko mogę wstawiam grzecznościowy japoński, a tu i ówdzie dopinam zapamiętane zwroty z tureckiego czy hiszpańskiego. Arabskiego za diabła nie mogę po akademikowych Arabach powtórzyć, zdarza mi się więc jedynie używać 'yalla', 'inshallah' czy 'mektub'. Sprawia mi to nieopisaną frajdę :)

2. Jako dziecko miałam tendencję do przewracania się na prostej drodze, na skutek wcześniejszego potknięcia się nie wiadomo o co. Z biegiem lat zaliczyłam upadek ze schodów (obecnie w porę łapię się poręczy), szalenie wiele innych mało poważnych (na szczęście) upadków, a obecnie już tylko się potykam. Stosunkowo często w płaskich butach. I ścieram nogi- we wszystkich rodzajach obuwia. Jestem w stanie pościerać sobie palce od japonek, spód stopy od sandałek na koturnie / obcasie bądź pięty od adidasów. Najprawdopodobniej 'nie umiem' po prostu chodzić.

3. Niekiedy tracę orientację. I- o dziwo- nie dzieje się to w trasie, podczas moich turystycznych eskapad, a w codziennym życiu. W trasie mam ze sobą mapy, mam opracowany plan podróży, plany miast, miasteczek i czego się da. Ale w codziennym życiu, choćby w rodzinnym mieście, zdarza mi się tracić orientację w miejscach, w których dawno nie byłam, a które teoretycznie wciąż powinnam znać.

4. Kiedyś, próbując jako dziecko upiec faworki / chrusty, mało co nie podpaliłam własnej kuchni. Nie wiedzieć kiedy i jak patelnia zajęła mi się od oleju żywym ogniem- najpierw mnie zamurowało, potem ambitnie chlupnęłam w ogień wodą (bo wydawało mi się oczywiste, że woda owy ogień zgasi), co zaowocowało wystrzeleniem w górę jeszcze większego płomienia. W drugim przebłysku inteligencji zgasiłam wreszcie gaz i zdusiłam ogień pokrywką, ponosząc straty w postaci nieco osmolonych szafek, które na szczęście dało się potem domyć.

5. W większości przypadków nie jestem zabobonna. Nie unikam czarnych kotów, mam w pokoju pawie pióra, które ponoć przynoszą nieszczęście, zawsze dziękuję, gdy ktoś życzy mi powodzenia i nie zwracam uwagi na pechowość 13-tki. Ale że od każdej reguły są wyjątki i prawie wszędzie musi być jakieś 'ale', toteż jednej rzeczy nie robię, a mianowicie nie przechodzę pod trójkątami. Bo owe trójkąty (tworzone z betonowych słupów składających się na prądowe przewody) ponoć przynoszą pecha. Koniec i kropka- nie przechodzę. Jak taki trójkąt ma jedną nogę po jednej stronie chodnika, a drugą po drugiej, omijam cały chodnik, wychodząc czasem na ulicę bądź brnąc przez trawnik. Omijam owe trójkąty, choć na dobrą sprawę wcale nie wiem, czy w ogóle w nie wierzę...

6. Panicznie boję się tego, co lata, bzyczy i może użądlić (żeby nie było, że boję się wszystkiego co lata to spieszę z wyjaśnieniem, iż owo coś musi jednocześnie spełnić trzy powyższe warunki, by mnie zestresować oraz wystraszyć). Nigdy nie miałam problemów z łapaniem żab i jaszczurek, pająkom lubię się nawet przyglądać, ale jak coś lata, bzyczy i 'gryzie' to cały mój spokój ducha zostaje automatycznie zaburzony. Albo umknę w popłochu (taktownie- nie biegnąc, nie krzycząc. No dobra... czasem zdarza mi się krzyknąć i odskoczyć...), albo nie spuszczę z tego czegoś oka błagając otoczenie, by owo coś przegnało bądź czym prędzej zabiło. Kiedy sama staję na polu walki, jestem zdolna do rzucenia czymś w przeciwnika, a w razie jego gwałtownego ruchu- pospiesznego wycofania się... Żałosne..., ale nie do przezwyciężenia. Nikt mi nigdy nie przetłumaczy, że jak będę siedziała spokojnie to osa mnie nie użądli. Kłamstwo. Osy są akurat na tyle złośliwe, że użądlą. Pszczoły nie. Bąki nie. Ale osy i szerszenie wręcz przodują w moich lękach.

W odwecie pozwolę sobie ustrzelić i rzucić rękawice następującym osobom (jeśliście się już spowiadali to przepraszam, że nie wychwyciłam i poproszę o linka, a jeśli nie macie ochoty na 'grę', to w takim razie nie było tematu):

Spóźnioną Anię
Cypryjską Kasię
Toruńską Kasię
Eliaszowego Tomka
Lucynkę
Pherenike
, jeśli zdecyduje się znów zacząć pisać
Jurka , jeśli jeszcze do mnie zagląda i zauważy rzuconą w jego kierunku rękawicę :)

14:01, katherinespiegel , 04. Dziennik
Link Komentarze (11) »
niedziela, 23 marca 2008
(Wielka)nocnie
Zrobiłam się te dziesięć tygodni temu poniekąd monotematyczna :) Bo w głowie ciągle On, w sercu On, w myślach On... A kiedy zasiadam przed monitorem też przed sobą widzę jedynie Jego i jedynie o Nim mogłabym pisać- nieustannie. Co więcej, absolutnie mi ta moja monotematyczność nie wadzi, ale obawiam się, że potencjalny Czytelnik może mieć mi za złe, że jeśli już pojawiam się na blogu, to ostatnio wciąż tylko On i On, i moje 'achy', 'ochy' czy inaczej wyrażane zachwyty. Musi chyba jeszcze minąć trochę czasu, bym potrafiła znów pisać o wszystkim- w tej chwili mogę się jedynie postarać, by rozważania o Nim były jak najbardziej zróżnicowane.

Rozmawiamy. Dużo. I naprawdę o wszystkim. Nie umiem nie rozmawiać. Nie potrafiłabym być z kimś, kogo nie kochałabym słuchać i kto nie potrafiłby słuchać mnie. Uwielbiam, kiedy On opowiada. Uśmiecham się wtedy prawie niezauważalnie i patrzę na Niego, chłonąc wszystko to, czym chce się podzielić. Mogłabym tak na Niego patrzeć w nieskończoność... Na rysy Jego twarzy, na Jego sylwetkę, w tę intensywną niebieskość oczu i łagodność spojrzenia.

Czuję się bezpiecznie, kiedy zasypiam wtulona w Niego, ale nieopisanie większą przyjemność sprawiają mi chwile, kiedy to On zasypia na moim ramieniu, z głową na wysokości moich piersi. Chciałabym najmocniej na świecie zamknąć go w swoim uścisku i ochronić przed całym złem tego świata, przed wszystkimi problemami, jakie kiedykolwiek na Niego spadną.

I boję się... Tak bardzo się boję, że coś kiedyś może się stać. Coś, co nas rozdzieli. Kocham (bo to na pewno jest miłość i na pewno ta jedyna) tak bezgranicznie, że nie wyobrażam sobie życia bez Jego obecności i w ogóle nie dopuszczam do siebie myśli, że mogłoby stać się kiedyś coś złego. Nie boję się, że moglibyśmy przestać się kochać. Boję się życia, losu- tego wszystkiego, na co nie będę miała wpływu (wypadek, choroba...). Bycie z Nim oznacza bycie szczęśliwą do końca życia, a nie jestem pewna, czy mając zaledwie 21 lat można być szczęśliwą już zawsze (co prawda nie wiem, ile mi jeszcze tej mojej ziemskiej egzystencji zostało, między Bogiem a prawdą)... Bo życie to przecież koło fortuny- raz ma się dobrą passę, raz wszystko zaczyna się sypać.

Ale to jest właśnie ta chwila, kiedy to przede wszystkim powinno się wyłączyć myślenie i cieszyć chwilą, mając jednocześnie nadzieję, że może jednak nikt czy też nic mi tego mojego szczęścia nie odbierze.

Zamknęłam wszystkie dotychczasowe uczuciowe rozdziały mojego życia. Spaliłam za sobą wszystkie mosty wszelkich dwuznaczności. Najwyższy czas. Nie chcę niedomówień, nie są mi potrzebne zjawy z przeszłości. Teraz już tylko ja i On. Tak jest dobrze. Właśnie tak. Kocham Go i chciałabym, by wiedział, iż jest tym jednym jedynym dokładnie tak, jak On nieustannie daje mi odczuć, że jestem dla Niego najważniejsza.

A tymczasem Wielkanoc. Pewnie ostatnia spędzana oddzielnie. Ostatnia bez siebie nawzajem...

Kochani, życzę Wam na te Święta przede wszystkim czasu na zadumę, na refleksję. Wyciszenia się i odpoczynku. Życzę spokoju ducha oraz wewnętrznej siły, która pozwoli Wam spełnić nawet najskrytsze marzenia. Życzę Wam zdrowia i spontanicznej radości, byście mogli się cieszyć każdym kolejnym dniem. I życzę też mnóstwa szczęścia oraz miłości (rodzinnej / partnerskiej / przyjacielskiej), by było Wam łatwiej uporać się z codziennością. Wesołych Świąt! :*

01:48, katherinespiegel , 04. Dziennik
Link Komentarze (9) »
wtorek, 18 marca 2008
Wtorkowy wieczór akademikowy
Czas skradł mi niedzielny wieczór wraz z poniedziałkiem, a za chwilę zabierze bezpowrotnie wtorek... Czas w Jego ramionach znów przyspieszył, znów się uspokoiłam, znów mi dobrze...

Znad biurka wołają mnie japonistyczne znaki, które wciąż niedbale, aczkolwiek wreszcie w pewnym sensie efektywnie próbuję ruszyć do przodu.

Naprzeciwko współlokatorka znikła w swym turkologicznym świecie.

A na moim łóżku On nad swoimi notatkami.

Tak spokojnie tu dzisiaj. Półmrok. I muzyka. Ta muzyka... coś w niej jest. Coś magicznego...



23:22, katherinespiegel , 04. Dziennik
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 127